“Notatki były dla nas obojga ćwiczeniem z otwierania się. Liczyłem na to, że w spokoju swojego odosobnienia Ginny będzie mogła udzielić głosu niektórym stłumionym częściom siebie. Sam planowałem ujawnić więcej z samego siebie, niż mi na to podczas sesji pozwalała próżność i zawodowa rezerwa.” (s. 290)
“Skupienie się tu i teraz na relacji między pacjentem a terapeutą ma zatem dwa aspekty: po pierwsze, żywe doświadczenie, kiedy pacjent i terapeuta łączą się w intrygującym, paradoksalnym uścisku - poniekąd sztucznym, a zarazem głęboko autentycznym. A potem terapeuta, możliwie najtaktowniej, obraca scenę tak, że obaj stają się obserwatorami tego samego dramatu, w którym uczestniczą.” (s. 285)
“Chciałem, żeby wypełzła z tej przedpotowej nory i spojrzała na mnie, dotknęła mnie, mówiła do mnie twarzą w twarz. Wiedziałem, że jeśli to się uda i jeśli zdołam pokazać, że potrafię zaakceptować ukryte jej części - a w istocie, że chętnie je przyjmę, w miarę jak kolejno będą bojaźliwie wychylać głowy przez kratę skromności - to pomogę Ginny się rozwinąć.” (s. 290)
Formuła tej książki jest zupełnie inna niż w pozostałych pozycjach Yaloma, bo po raz pierwszy oddaje on głos bezpośrednio swojej pacjentce. Eksperyment polegał na tym, że po każdej sesji zarówno terapeuta, jak i pacjentka (ukrywająca się pod pseudonimem Ginny) pisali swoje niezależne, szczere notatki z tego samego spotkania, nie pokazując ich sobie nawzajem aż do minięcia sześciu miesięcy terapii. To zderzenie dwóch różnych perspektyw sprawia, że dostajemy wgląd w to, jak skrajnie różnie można przeżywać dokładnie te same pięćdziesiąt minut spędzone w jednym pokoju.
Czytając zapiski Ginny, szybko zauważamy, że skomplikowane techniki czy teoretyczne próby interpretacji, nad którymi głowił się Yalom, dla niej samej były często zupełnie obojętne. Zamiast tego liczyły się dla niej proste, czysto ludzkie gesty: to, jak na nią spojrzał, jak się ubrał, czy zauważył jej spadek formy i czy autentycznie zależało mu na kontakcie. Książka genialnie punktuje rozbieżność między tym, co terapeucie wydaje się „przełomem”, a tym, co realnie przynosi ulgę osobie siedzącej naprzeciwko.
Ta lektura pokazuje, że podczas terapii nie trzeba być nieomylnym ekspertem i że relacja terapeutyczna bywa chaotyczna, pełna wzajemnych pomyłek, domysłów i nieporozumień, a mimo to wciąż potrafi działać lecząco, jeśli po obu stronach jest przestrzeń na szczerość. To ciekawy zapis procesu, który przypomina, że w gabinecie liczy się przede wszystkim obecność i relacja.
Dominika Piela
Informacje szczegółowe
Autor: Irvin D. Yalom
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 352
Spis treści :
Przedmowa doktora Yaloma
Przedmowa Ginny
Pierwsza jesień
Długa wiosna
Lato
Przemijająca zima
OSTATNIA WIOSNA
Z każdym dniem trochę bliżej
Posłowie doktora Yaloma
Posłowie Ginny